2 lata temu
Sytuacja miała miejsce w październiku, ale kiedy sobie to przypominam, dalej się we mnie gotuje!
Na PIERWSZYCH zajęciach, moja SIEDMIOLETNIA córka dostała karę, za źle wykonywane ćwiczenie, w postaci 50 POMPEK (pięćdziesiąt). Powiedziała mi, że tylko trójka dzieci z ich całej grupy, robiły to zadanie za karę. Po tym fakcie córka już nie chce słyszeć o akrobatyce. Wcześniej sama prosiła nas czy może chodzić na zajęcia, które odbywają się w SP nr 60.
Zrobiłem awanturę trenerce (P. Katarzyna). Trenerka zapytana przez telefon, czy to nie przesada, odpowiedziała, że dziecko chyba miało zły humor, bo córka musiała czekać na matkę po zajęciach. Nie wiem jaki to ma związek z tym, co się działo na zajęciach…? Mało tego, zajęcia skończyły się wcześniej niż planowana godzina i trenerka nie zareagowała, że córka z płaczem rzuciła się do nóg żony, kiedy ją zobaczyła, gdy żona weszła punkt, po godzinie zajęć.
Wykonaliśmy ponowny telefon do dyrektorki szkoły „Praskie Centrum Sportu” i dalej to samo. Pani próbowała nam wmówić, że pewnie wszystkie dzieci WZMACNIAŁY MIĘŚNIE (gdzie trenerka sama powiedziała, że to była kara za źle wykonywane ćwiczenie dla kilku dzieci) na koniec zajęć i to zapewne komunikacja rodzic-dziecko, że pewnie wyolbrzymiam, że ona też ma dzieci i zapewne moja córka przesadza.
Poprosiłem zatem o sprawdzenie zapisu z kamer w budynku szkoły podstawowej. Okazało się, że obie Panie z PCS, odwracają kota ogonem, trenerka (co chwila z nosem w telefonie) rzeczywiście dała tylko trzem dzieciom, z całej grupy, karę w postaci 50 pompek, za źle wykonywane ćwiczenie.
Serio? Pierwsza lekcja i kara za źle wykonywane ćwiczenie: 50 pompek dla siedmiolatki?! To jakieś wojsko jest? Dodam, że trenerka, podobno kontuzjowana, to ćwiczenie pokazywała na innym dziecku. Totalna żenada i zniechęcenie dziecka do czegoś, co bardzo chciało robić.