rok temu
Wystawiam jedną gwiazdkę Przedszkolu Piłkarskiemu Legii po dzisiejszym treningu - jest 14 listopada, na dworze 5 stopni Celsjusza, delikatnie mży, wilgotność 96%. Na Łazienkowskiej od około 2 tygodni stoi balon na boisku z trawy sztucznej i to w nim - na logikę - powinien odbywać się trening.
Tymczasem mój syn i jego koledzy (6-7 latki) zostali skierowani na znajdujące się obok boisko trawiaste. Przy 5 stopniach Celsjusza, mżawce, wilgotnym boisku i w kompletnych ciemnościach (trening rozpoczyna się o 18:45 i o tej porze roku jest o tej godzinie kompletnie ciemno). Młody trener (swoją drogą super prowadzący zajęcia) z widocznym zakłopotaniem mówi rodzicom, że na balonie "nie ma miejsca" (dodajmy, że na balonie grają starsze chłopaki ze szkoły, nie przedszkola Legii). Dzieci pod koniec treningu co chwile przewracały na grząskim, trawiastym boisku. Syn zszedł z zajęć przemoczony, z lodowatymi nogami. W regulaminie szkoły jest przepis, że dziecko musi być odpowiednio ubrane, więc ubraliśmy go na warunki w balonie - czyli bielizna termiczna (koszulka z długim rękawem + kalesony), bluza dresowa, koszulka Legii na to, getry piłkarskie Adidas, korki, komin Legii i czapka Legii. Zostawiliśmy mu kurtkę, ale to szczerze mówiąc średnio pomogło. Mam nadzieję, że się nie rozchoruje.
Można zapytać, czemu go nie zdjęliśmy z boiska ze względu na warunki. Dziecko kocha Legię, żyje tym treningiem, w ubiegłym tygodniu nie było wieczornego treningu ze względu na mecz pierwszej drużyny w Lidze Konferencji Europy, przyjechaliśmy na miejsce i ubłagał nas, żeby choć na chwilę zostać. Tak to jest jak dziecko kocha piłkę i ten klub. Ale nawet on, po dziecięcemu podekscytowany treningiem, na koniec mówił że mu zimno.
Chciałbym się dowiedzieć, kto podjął decyzję, żeby dzieci z przedszkola Legii wywalić z balonu na zewnątrz? Generalnie już wcześniej nie podobało mi się, że przedszkolaki grają na bocznym trawiastym boisku bez włączonego światła, a o 18.45, nie mówiąc już o 19.30 jak kończy się trening jesienią jest po prostu ciemno. Więc widać było, że ktoś te dzieci z przedszkola traktuje jako klientów drugiej kategorii, ale OK - nie jesteśmy walniętymi rodzicami narzekającymi na wszystko. Był w miarę ciepły październik, sprawa do przełknięcia. Ale dziś z tym balonem to jednak przegięcie. Mam nadzieję, że ktoś tu się ustosunkuje do sprawy. Złożyłem oczywiście również zażalenie na adres mailowy fundacji.